|
XLII Wieczór Prowincjonalny
DZIŚ PRAWDZIWYCH
CYGANÓW JUŻ NIE MA (?)
Tomaszowski Dom Kultury
27 czerwca 2010 r.
Galeria zdjęć:
Posłuchaj piosenek cygańskich
Chciałby być Cyganem
Zawsze miałem i mam sentyment do Cyganów. Lubię śpiewać piosenki cygańskie. Czasem sobie myślę och. tak bym chciał być Cyganem. No, ale jest inaczej…
W ostatnią czerwcową niedzielę w Tomaszowskim Domu Kultury wszystkimi kolorami tęczy fruwały cygańskie spódnice, na przemian pod niebo płynęły tęskne i radosne słowa piosenek przy wtórze skrzypiec, gitary; tamburyna. Scenografia sprawiała wrażenie, że za chwilę zapłonie ognisko, a nad nim pojawi się kociołek. To Zdzisława Kapica, instruktor TDK, zorganizowała koleiny, już LXII Wieczór Prowincjonalny pod hasłem Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma (?) Znak zapytania, postawiony prowokacyjnie, zmuszał do refleksji, zamyślenia. W odpowiedzi pomóc miał rys historyczny, dotyczący Cyganów, przygotowany przez Z. Kapicę, a także zaproszeni goście.
Co to znaczy być prawdziwym Cyganem? - pytała instruktor TDK i obalała funkcjonujący w Polsce i świecie stereotyp
Cyganów jako złodziejaszków, oszustów, przestępców, leniuchów. Owszem byli wagabundami, wędrowcami, którzy taborami przemieszczali się z miejsca na miejsce. Robili tak, bo nade wszystko ukochali wolność. Wykonywali wiele bardzo pięknych zawodów. Byli kowalami, kotlarzami, wytwarzali precyzyjne trwałe przedmioty codziennego użytku. Zajmowali się tresurą zwierząt. Cyganie nie byli narodem prymitywnym. Poza wolnością kochali piękno i muzykę. Charaktery¬zowali się ogromną wrażliwością. Tak było kiedyś...
Jak jest dzisiaj, opowiadali goście. Osiedlanie Cyganów rozpoczęło się w 1964 r. - przypominał Maciej Kowalski, Cygan mieszkający w Tomaszowie Lubelskim, wójt Romów tomaszowskich. – jest nas tutaj około 30 osób. Osiedliliśmy się w 1968 r. Nasz tato był kotlarzem, a dzieci poszły już do szkoły. Dzisiaj żyjemy jak Polacy i zajęcia mamy takie same, chociaż niektórzy z nas uprawiają dawne zawody. Jednak pozostało w nas zamiłowanie do śpiewu i tańca. Śpiewamy i tańczymy bardzo chętnie. I rzeczywiście, nie stracili swej wrażliwości, śpiewają sercem, czego wiele razy dali dowód. Zdzisława Kapica, która zna rodzinę Kowalskich, podkreślała wzorową czystość i gospodarność mamy Kowalskiej. Opowiadała też o niezwykłym sercu tej kobiety, która w Boże Ciało gdy szła procesja, wystawiała ogromny garnek kompotu dla spragnionych. - Nikt inny tak nie robił - dodała.
Zawsze miałem i mam sentyment do Cyganów. Lubię śpiewać piosenki cygańskie. Czasem sobie myślę, och, tak bym chciał być Cyganem. No, ale jest inaczej... - mówi koleiny gość, i chociaż się uśmiecha, w jego głosie wyraźnie słyszy się nostalgię. To głos zabrał ksiądz kanonik Tadeusz Sochan, proboszcz parafii pw. Św. Stanisława w Górec¬ka Kościelnym, mówiąc, że tęskni za cygańskim życiem i przypomina, że jego pierwsze spotkanie z Cyganami miało miejsce gdy liczył sobie 5 lat. – Pewnego dnia w mojej rodzinnej miejscowości od domu do domu szła Cyganka – wspomina ks. Tadeusz. – Nikt nie chciał jej przyjąć, nie rozumiałem wtedy, dlaczego. Gdy dotarła do naszego domu, i babcia i mama znane z serdeczności, przyjęły kobietę. Potem okazało się, że Cyganka potrzebowała pomocy. Ona powiła dzieciątko. Wdzięczna . kobieta zaprzyjaźniła się z rodziną ks. Tadeusza i często odwiedzała Grabowicę. Kolejne spotkanie z Romami nastąpiło po latach, gdy po przyjęciu święceń ka¬płańskich ks. Tadeusz skierowany został do pracy duszpasterskiej w Łomży. - Do kościoła przychodzili rzadko. Uważali, że ich świątynią jest las, ale od czasu do czasu prosili o chrzest, o ślub w naszym kościele. I tak się zaczęło. Potem bywałem w ich domach. Zapraszali mnie na spotkania, na ogniska. Chętnie szedłem – wspomina ks. Sochan. - Choć wiarę bardziej traktowali jak magię, przy każdej figurce, przy każdym krzyży żegnali się. To było piękne. Uważali, że wtedy dotyka ich Boża łaska.
Ks. Tadeusz jako kapelan diaspory romskiej w Łomży postanowił indywi¬dualnie zająć się cygańskimi dziećmi i przygotować je do Pierwszej Komunii świętej. Gdy uważał, że maluch jest gotowy na przyjęcie Pana Jezusa szedł do rodziców i informował ich o zbliżającej się uroczystości. Czasem było to jedno dziecko, a czasem kilkoro. - Młodzi nazywali mnie Wujkiem, starsi mówili o mnie "nasz biały brat Polak" Nie kryje zadowolenia i radości, mówiąc, że zyskał sobie tez sympatię i uznanie cygańskiego króla. Z wieloma Cyganami przyjaźni się do dzisiaj, z cygańskimi rodzinami utrzymuje kontakt. Cieszy się zażyłością z Don Wasylem, Dżianim, Bogdanem Trojankiem i innymi gwiazdami, a także z tymi, którzy prowadzą zwykłe życie, jak np. Agnieszka i Dawid Różańscy z Zielonej Góry.
Agnieszka i Dawid i ich trzy wyjątkowej urody córeczki są specjalnymi gośćmi Wieczoru Prowincjonalnego, zaproszonymi przez ich przyjaciela, ks. Tadeusza. Płynie kolejna opowieść o cygańskim życiu rodzinnym. Przeplatają
ją dźwięki gitary i piosenki śpiewane w języku Romów. Dawid nie zna języka swoich przodków, chociaż potrafi śpiewać i rozumie, o czym śpiewa, jego mama już go nie nauczy, nie żyje. Najbliższa rodzina wyjechała do Niemiec, a tata jest Polakiem. Dawid szybko zaspokaja ciekawość zebranych i wyjaśnia, czym się zajmuje. – Jestem nauczycielem, - mówi – uczę muzyki w szkole specjalnej i rytmiki w dwóch przedszkolach. Nigdy nie myślałem, żeby być nauczycielem, chciałem raczej śpiewać, tańczyć, marzyłem o scenie. Bóg pokierował moim życiem inaczej – wyjaśnia Dawid Różański. Prawdziwy Rom uczy się tradycyjnie w swojej rodzinie nikt do szkoły go nie posyła. Ja skończyłem studia. Zarabiam na utrzymanie rodziny. Moja żona ma teraz dwa serca… Cyganie nie mówią wprost i Dawid też musi wytłumaczyć, co to znaczy. Agnieszka i Dawid spodziewają się czwartego dziecka. Chociaż w cygańskich rodzinach jest podział obowiązków i żona zajmuje się domem i dziećmi, Dawid opowiada, jak pomaga Agnieszce, zajmuje się dziewczynkami. Z jego opowieści płynie tyle ciepła t miłości do ludzi i Stwórcy. Wspomina wizyty w Górecku i mówi, że jest zauroczony tym miejscem. Co wieczór klęka z Agnieszką i przez wstawiennictwo św. Stanisława modli się za swoje małżeństwo, rodzinę,
jedność, za dzieci. Proszą Boga o łaskę, aby byli dobrymi rodzicami. Mówi, że nic nie może załamać Roma, a on czuje się nim i podkreśla ich silną wiarę. Ta wiara pozwoliła im uczestniczyć w Wieczorze Prowincjonalnym mimo przeciwności losu. Gdy jechali (700 km) popsuł się im samochód. Udało się usunąć usterkę i dojechać.
Śpiewy, tańce i opowieści Cyganów przeplatały się ze śpiewami i tańcami tomaszowian, którzy zafascynowani kulturą romską z inicjatywy Jolanty Wiśniewskiej stworzyli zespół wokalno taneczny "Tamburino", popularyzujący kulturę cygańską. Podczas tego spotkania nie zabrakło też poezji cygańskiej. Strofy Papuszy – Bronisławy Wajs zaprezentował Sylwester Sobieszczański. Tradycyjnie już wieczór zakończył się poczęstunkiem, rozmowami, wspólnymi zdjęciami.
Cyganie nie wędrują już dzisiaj taborami. Prowadzą osiadły tryb życia. Dziewczęta, choć nic nie straciły z cygańskiej urody nie chcą ubierać się tak jak ich mamy i babcie. Chłopcy szukają innych, dobrze płatnych zajęć. Chodzą do szkół, wiedzę czerpią z książek… I wydawałoby się, że dziś prawdziwych Cyganów już nie ma. A jednak uczestnicy Wieczoru Prowincjonalnego wychodzili z Tomaszowskiego Domu Kultury przekonani, że nie jest prawdą to twierdzenie, bo przybyli goście pokazali, że choć wszystko się zmienia, cygańskie serce zawsze wyśpiewa tę samą tęsknotę za wolnością, umiłowanie przyrody i dumę, i tylko prawdziwe Cyganki wytańczą z wdziękiem i gracją rozedrgane rytmy i będą pamiętały o tym, żeby zaznaczyć kołdrę aby część, która przykrywa nogi nie odwróciła się i nie dotykała twarzy, co świadczy o zamiłowaniu do czystości…
Źródło: Nowa Gazeta Biłgorajska
|